czwartek, 7 maja 2015

Beskid Sądecki przełecz Glisne z dzieciakami, czyli w górach jest wszystko co kocham

Jestem górskim człowiekiem. Beskidzkim. W dzieciństwie z mamą jeździłam zawsze w te strony i jakoś tak mi się życie ułożyło, że zarówno mój mąż, jak i mój eks oraz większość bliższych znajomych gustują w tego typu spędzaniu wolnego czasu.
Od ponad 5 lat, odkąd zaszłam w ciążę z Piotrkiem rzadko wyruszam na szlaki. Z małym Piotrkiem mieliśmy opory. poruszaliśmy się dolinkami z wózkiem. Po zeszłej niedzieli widzę, że to był błąd. Nie, nie podoba mi się traktowanie małego dziecka jak plecaczka i noszenie go wiele godzin w nosidle tylko po to by rodzice mogli sobie i innym udowodnić, że narodziny dziecka nic nie zmieniły w ich życiu. Widzę jednak teraz, że mogliśmy pokusić się o krótsze prostsze trasy gdy umiał już chodzić. Cóż, przy drugim dziecku człowiek podchodzi do rodzicielstwa na dużo większym luzie ;-)
W niedzielę o 11 właśnie zastanawialiśmy się gdzie pojechać po drzemce Tomka, który zaczynał być śpiący kiedy zadzwonili znajomi i zaproponowali wypad w Beski Sądecki na przełęcz Glisne. Prosta krótka trasa, na przełęczy ognisko i powrót. Tomek zmęczony, śpiący, na dodatek antynosidłowy (sprawdzone wiele razy), ale stwierdziliśmy - raz kozie śmierć. Piotrek na wieść o wycieczce zareagował entuzjastycznie. Wyjazd o 12. Tomka wrzuciliśmy do łóżeczka by się przespał chwilkę (miałam zamiar przetrzymać go do wyjazdu by przespał całą drogę, ale bardzo już marudził), szybkie pakowanie - odpowiednie ciuchy, ciuchy na zmianę, coś do deszczu, jakieś jedzenie, pieluchy. Jedzenie głownie ze względu na Tomka bo on kocha jeść. Przed 12 obudziłam Tomka (nie był szczęśliwy, bo przespał zaledwie pół godziny zamiast zwyczajowych 2-3), ubieranie. Tomek jeszcze trochę przysnął w samochodzie. I było super! Tomek trochę dreptał na własnych nogach, ale głównie na częstych postojach, ponieważ jest na etapie wędrówek gdzie oczy poniosą i niekoniecznie w pożądanym kierunku. Tata niósł go na barana i trochę narzekał na ból rąk, ponieważ jest on jeszcze za mały by trzymać go jedynie za nogi. Najważniejsze, że Tomiś był zachwycony, wszystko mu się podobało, rozglądał się, wsuwał kiełbaski z ogniska, a na postojach eksplorował wszystko co się da. Piotrek to już zaprawiony w bojach młody mężczyzna i choć jak zwykle trzeba było trochę ponarzekać na początku trasy zanim organizm nie przyzwyczaił się do wysiłku to potem radził sobie znakomicie. Za trzy tygodnie jedziemy tylko z nim na wiosenny raj rodzinny bocheńskiego PTTK.
Widzę, że z Tomkiem można wybierać się na takie krótsze trasy pod warunkiem, że będzie po drzemce. Pod koniec trochę marudził, bo był już śpiący. Naładowałam akumulatory i mam nadzieję, że chłopaki na dobre łykną bakcyla i za 2 lata kiedy Tomek nie będzie już potrzebował drzemki w ciągu dnia już swobodnie na luzie we czwórkę będziemy wędrować beskidzkimi szlakami. W końcu mamy tak blisko, a to świetny sposób na wspólne spędzenie czasu, dotlenienie się, nie mówiąc o tym, że dużo ekonomiczniejszy niż wyjazdy do parków rozrywki. Kluczowa jest tutaj ta drzemka. Spróbujemy w przyszłym sezonie wypożyczyć nosidło górskie, może taką opcję Tomek zaakceptuje tylko na czas spania lub będziemy starali się wzorem naszych znajomych tak "wymęczyć" dziecko by zasnęło na kocyku na polance podczas dłuższego postoju i potem zregenerowane ruszyło w dalszą trasę. Może to się wydawać dziwne, że tak bardzo rozkimiam temat spania, ale Tomek jest taki jak Piotrek - potrzebuje dużo snu również w ciągu dnia, pozbawiony tej możliwości jest nieszczęśliwy i bardzo, bardzo marudny i zły, a że starszy brat spal w dzień ponad 3 lata to zakładam, że i młodszy tyle czasu będzie potrzebował.
Fotki


OK, piaskownica jest ale gdzie łopatka?



Co Piotruś zapakował do plecaczka? Picie, banana, herbatniki, notes, długopis, nożyczki, cyrkiel i własnoręcznie zrobiony album o samochodach. Cyrkiel po to by rysować bratu bałwanki






Spokojnie, to zabawa
Uwielbiam tę fotkę





3 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia, ja wprawdzie nie przepadam za górami ale mój mąż je kocha, więc zastanawiam się kiedy wziąść młodego...

    OdpowiedzUsuń
  2. super! Też kocham góry, ale mąż mi się trafił totalnie nie-góro-wedrujacy :(

    OdpowiedzUsuń
  3. My też jeździliśmy w góry z synem jak był taki mały jak Wasz Tomek i też się dziwiliśmy jak fajnie dawał radę chodzić po górach. Zazdroszczę bliskości gór.
    Ale tu na nizinach też często organizujemy wycieczki piesze lub rowerowe zakończone ogniskiem. Dzieci mają radochę większą niż w komercyjnych centrach rozrywkowych.
    marucia

    OdpowiedzUsuń