piątek, 15 maja 2015

sarenki

Takich gości mieliśmy wczoraj.
Sarny widujemy od przeprowadzki, ale pierwszy raz tak blisko, Dosłownie tuż pod oknem. Mama z młodymi.
Resekcja korzenia za mną. Nie bylo przyjemnie, ale już po. Pirewsza doba po zabiegu ciężka (ketonal), teraz już funkcjonuję na coraz mniejszej dawce nurofenu. Szwy mnie ciągna i boli gdy się uśmiecham.
Żyjemy przygotowaniami do rajdu rodzinnego PTTK za tydzień. Oby nie padało, oby dzieci byly zdrowe (Tomek zostaje z babciami). Oraz do urodzin Piotrka.
Raz zarzuca mi się, że w kółko narzekam i komplikuję, a ostatnio, że teraz na blogu lukruję, więc żeby nie bylo różowo może troche ponarzekam żeby tradycji stało się zadość co? Jestem wściekła na siebie za to przytarcie samochodu. Musimy jednak naprawić to we wlasnym zakresie i resztki nadziei na wyjazd wakacyjny wyparowały. Choćbyśmy stanęli na głowie nie uzbieramy. Trudno, postaramy się ciekawie zorganizować czas dzieciom na miejscu.
I jeszcze sarenki.





2 komentarze:

  1. Co za widok i tak żyć wśród natury cud...

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też często sarny podchodzą pod dom, a wczoraj to widzieliśmy nawet lisa jak się zakradał do sąsiadów kurnika :-)
    marucia

    OdpowiedzUsuń