niedziela, 12 lipca 2015



Urlop, urlop i po urlopie. Wakacje w tym roku udały nam się idealnie. Jak to mówią jakaś sprawiedliwość na tym świecie musi być, więc po wielu deszczowych wyjazdach trafiliśmy na wspaniałą (dla nas) pogodę. Wprawdzie z Krakowa wyjeżdżaliśmy z deszczem i pierwszy dzień w Polańczyku oraz ówczesne prognozy nie nastrajały nas optymistycznie i w panice zaczynaliśmy tworzyć plan awaryjny dla dzieci na pluchę i niepogodę (w desperacji gotowi byliśmy pojechać nawet do muzeum motoryzacji w Krośnie i na kryty basen w Lesku), ale już we wtorek przejaśniło się i bieszczadzka część naszego urlopu przypadła na okres między niepogodą a upałami. Było ciepło acz nie gorąco, tak jak lubimy, a upały zaliczyliśmy na wsi u rodziny oraz już w domowym zaciszu. Były wycieczki, spacery, Starszak z tatą zaliczył wypad na szlak, czyli dużo chodzenia, a mało siedzenia nad wodą. Wprawdzie mieliśmy zamiar ze względu na dzieci więcej czasu nad Soliną spędzić, ale aura zadecydowała za nas - przez pierwsze dni było zbyt mokro, a woda zbyt zimna,  ale to bardzo dobrze, myślę, że spędziliśmy czas ciekawiej, a ja po raz kolejny przekonałam się, że plażing i grzebanie w piachu nad wodą potwornie mnie nudzą. Na plus należy zaliczyć również to, że podejrzanie miło nam się wspólnie z M spędzało czas, a to nie było tak oczywiste, bo przed urlopem zaliczyliśmy dość sporo napięć i zniechęceń. Bez fajerwerków, ale miło. Po powrocie mieliśmy zamiar uskutecznić wycieczki wokół Krakowa, ale najpierw uniemożliwił nam to upał (wtedy wszyscy ledwo zipiemy), a potem wiadomość z pracy M o zawale jego bezpośredniego szefa. M musiał awaryjnie jechać załatwiać parę spraw, więc sama organizowałam czas dzieciom (na konkretne wycieczki potrzebuję drugiej dorosłej osoby do pomocy, na ten moment nie jestem w stanie wycieczkowo ogarnąć Juniora z klasycznymi objawami buntu dwulatka, wózka i ruchliwego, dociekliwego pięciolatka tak by obaj byli zadowoleni, a jechać po to by jeden lub drugi był sfrustrowany nie ma sensu), a na weekend pojechał w góry  kolegami. Żeby nie było ja też ma obiecany taki wyjazd przed jesienią.
Tomek drogę zniósł bardzo dobrze. Bez problemu spędził 5 godzin w aucie bez klimy. Zatrzymaliśmy się tylko raz w MC na obiad. Problem był tylko z drzemkami, bo zabrałam gorszą, mniej wygodną spacerówkę (ta lepsza m uszkodzony mechanizm z tyłu, jeździ, ale może się popsuć i bałam się awarii na urlopie). Dwa razy zaliczył rwaną drzemkę w wózku i samochodzie i był dość....męczący dla otoczenia. W pozostałe dni spędzaliśmy do południa czas w ośrodku, kładłam go na drzemkę wcześniej i wyruszaliśmy na wycieczki gdy się wyspał. Piotrkowi to nie przeszkadzało, bo bawił się z kolegami, a Tomek miał dobry nastrój. Potem harcowali do 22-23 i spaliśmy do 9. Właśnie próbuję ich z powrotem przestawić na wcześniejsze zasypianie, bo w poniedziałek nie ma przebacz. O 7.20 musimy wyruszyć z domu. Jak do jeża zabieram się też do tematu odsmoczkowania Tomka, bo niestety zasypia ze smokiem. Mieliśmy zamiar zacząć podczas urlopu w Krakowie ale.... szkoda mi było wieczorów bez dzieci.
Dokładniejsza relacja z wakacji z fotosami wkrótce.

3 komentarze:

  1. Cieszę się, że przywiozłaś tak dobre wspomnienia z urlopu! I czekam oczywiście na fotki.

    OdpowiedzUsuń
  2. To czekam na dokładną relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że urlop Wam się udał. ;) My dopiero swój zaczynamy za dwa tygodnie. :)

    OdpowiedzUsuń