piątek, 28 sierpnia 2015

gdy dziadki rodzą dzieci

Niedawno przez internet przewinęła się sprawa sześćdziesięcioletniej matki kilkumiesięcznych bliźniąt. Przy tej okazji naszła mnie pewna refleksja. Nie, nie na temat kobiet, które w tym wieku rodzą dzieci. Uważam, po prostu, że trzeba mieć nie po kolei w głowie by świadomie fundować własnemu dziecku bardzo realną perspektywę dorastania i wchodzenia w dorosłe życie w towarzystwie niedołężnego, wymagającego konkretnej pomocy rodzica oraz wczesnego sieroctwa. To jest dla mnie nienormalne i egoistyczne odwrócenie ról, pomieszanie etapów życia. Żadne opinie typu "w każdej chwili coś może nam się stać" do mnie nie przemawiają. Póki co nie żyjemy przeciętnie 100 lat a rachunek prawdopodobieństwa znamy i tego się trzymajmy.
Zastanawia mnie coś innego. Dlaczego jest dużo większe społeczne przyzwolenie na ojcostwo w tak późnym wieku?  Dlaczego głównie stare matki szokują, a siwy pomarszczony tatuś tulący niemowlaka rozczula lub wywołuje żartobliwe a nawet pełne podziwu komentarze na temat swojej świetnej kondycji. Bo małe dzieci przede wszystkim potrzebują matki? Bo mężczyźni są płodni do śmierci i widać matka natura na to pozwala? Bo ładniej, zgrabniej się starzeją? Założę się, że gdyby gruchnęła nowina, że George Clooney został tatą publika byłaby zachwycona, a przecież on jest niewiele młodszy od nieszczęsnej Barbary Sienkiewicz. Ojciec-dziadek to tak samo dużo większe prawdopodobieństwo wczesnego osierocenia dziecka, to też osoba wymagająca opieki wtedy gdy dziecko wkracza w dorosłe życie i powinno przede wszystkim skupić się na stworzeniu własnej rodziny, ojciec też jest dziecku potrzebny a może nawet im ono starsze tym bardziej. Czasy gdy chodziło o to by po prostu spłodzić jak najwięcej synów minęły.
To nie jest przecież zabawa. To nie chodzi o to by się odmłodzić i w jesieni życia w dobrej kondycji fajnie spędzić czas z maluchami. Na pewno poświęcając im dużo czasu, na pewno z większymi pokładami cierpliwości, pewnie nawet więcej radości czerpiąc z rodzicielstwa niż osoby młodsze, które lawirują łącząc je z budowaniem pozycji zawodowej ale co potem?

9 komentarzy:

  1. Wiem o co Ci chodzi, ale nasuwa mi sie pytanie - gdzie w takim razie lezy granica? Kiedy zostanie rodzicem jest jeszcze ok, a kiedy juz nie? Kiedys ludzie zakladali rodziny duzo wczesniej, a czterdziestolatek to juz byl dziadek/babcia, zwlaszcza kilkaset lat temu, gdy kolo 40 to sie juz umieralo. Za to w wieku 20 lat kobiety rodzily niejednokrotnie juz kolejne dziecko, a ojciec czesto bywal sporo starszy.
    Ja sobie postawilam pewna granice, udalo mi sie jej nie orzekroczyc, ale orzez to na pewno nie bede miala trzeciego dziecka. No, chyba, ze pojawiloby sie przypadkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie granica jest do 30 lat. Później na dziecko bym się nie zdecydowała. Wiem wcześnie ale ja urodziłam w wieku 19 lat. Mam duże dzieci już a wciąż jestem piękna i młoda ha ha. Widzę po mojej mamie, ze wczesne macierzyństwo ma plusy. Wszyscy mówią że dzieci ograniczają zawodowo itd... Właśnie nie! Ja przy dzieciach rozwinęłam skrzydła, założyłam firmę i czuję się wspaniale. Mam znajomą która urodziła w wieku 40 lat. Przez wiek poroniła 3 razy, teraz czuje się staro, nie ma siły na bieganie za dzieckiem itd. Co do tatusiów dziadków to kiedyś widziałam Pana ok 70 lat z chłopcem który miał 8-10 lat. Myślałam ze to jego dziadek dopóki nie powiedział do niego "tato". Zatkało mnie, poczułam niesmak i zal mi się zrobiło tego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam alergię na takie generalizacje jak ta w komentarzu powyżej.

      Mam również alergię na mamusie, które wpadły w wieku nastoletnim i próbują przekonać cały świat, jaka to zajebista sprawa. Owszem, wczesne macierzyństwo ma swoje plusy, ale nikt nie wmówi mi, że bawienie dziecka, jak się ma 19 lat i rówieśników, którzy studiują, bawią się i rozwijają to taka świetna sprawa. I naprawdę wiem, jak to wygląda od środka - z rodzinnego doświadczenia, że tak powiem. ;)

      Ela

      Usuń
    2. Wiesz a ja nie lubię generalizowania nastoletnich matek - mam alergię :) Akurat ja nie wpadłam tylko planowałam i jedną i drugą córkę :) Niektórzy mają inne plany na życie i ambicje niż nauka, studia i szlajanie się po dyskotekach. Nie trzeba iść utartym szlakiem...

      Usuń
    3. Ten wpis nie jest o nastoletnich rodzicach i o wczesnym macierzyństwie tylko o rodzicielstwie bardzo późnym. Rodzenie dzieci między 30 a 40 rokiem życia nie jest obiektywnie późnym rodzicielstwem - biorąc pod uwagę przeciętną długość życia w krajach o naszym standardzie nie oznacza to per se, ze dziecko 18-letnie będzie opiekowało się staruszkami ani ze wnuki nie będą znac dziadków.

      Usuń
  3. Moim zdaniem granica obiektywna leży tam gdzie według prawdopodobieństwa dzieci będą musiały zaopiekować się starymi rodzicami w czasie gdy same będą na etapie zakładania własnych rodzin lub co gorsza wcześniej. Uważam, że to jest kompletne pomieszanie etapów życia. Oczywiście opieka and rodzicami jest rzeczą zupełnie naturalną, ale gdzie tu czas i możliwości na ułożenie sobie własnego życia? Jasne, są choroby, wypadki i inne tragedie, ale decydując się an dziecko w tak późnym wieku niejako z góry tak mu życie układamy. To nie fair.Chodzi tez o to, ze wnuki nie będą znać dziadków. Zupełnie nie chodzi mi o to o czym pisze Carolajn. Poza tym z całym szacunkiem, ale nie chodzi tylko o to by urodzić, ale również o to by utrzymać, większość ludzi w wieku nastu lat dzieci rodzi na utrzymanie dziadkom. Ja urodziłam dzieci między 30 a 35 rokiem życia, uważam, ze to bardzo dobry czas (pierwsze dziecko miało być nieco wcześniej, ale zdrowie nie pozwoliło). Po 40 roku życia bym się nie decydowała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skłonił mnie do przemyśleń ten post, a wpadł mi w ręce zupełnie przypadkowo. Skłoniły mnie też do refleksji powyższe komentarze.. ech, powiem tak. Macierzyństwo jest piękne jak jest świadome i nie zawsze to idzie w parze z wiekiem. Czasami można być lepszym rodzicem zbyt młodym dla wielu, niż ten dojrzały, w sile wieku na rodzicelstwo człowiek, ale i odwrotnie.
    Ja urodziłam pierwsze dziecko mając niespełna 18 lat i absolutnie nie było planowane, kolejne w pełni swiadomie zaplanowane w wieku 33 i 36 lat. Mam więc spore porównanie i doswiadczenie i dla mnie osobiście to starsze macierzyństwo jest o niebo lepsze, ale póki co mam tylko porównanie macierzyństwa przy małych dzieciach, bo jeszcze sporo czasu do tego aby nasze Maluchy dorosły i mogłabym porównać jak to jest być młodym rodzicem i tym bardziej dojrzałym kiedy dzieci wyfruwają z gniazda.. Dziś wiem, że siły na macierzyństwo mam, wbrew temu jak niektórzy myślą, że 40 lat to już zmęczony życiem człowiek, a kończe tą 40 w przyszłym roku :) Ale i mam już dorosłą Córkę i... i jakby chciała zostać już mamą, to ja chyba na bycie babcią nie jestem gotowa jeszcze. To jest jeden z minusów wczesnego macierzyństwa. Nie mniej jednak wielkim plusem jest to, ze moja dorosła Córka ma ze mną dobry kontakt bo umiem jeszcze odnaleźć się w świecie "młodych", ma też nadal fajnie sprawnych i młodych dziadków, dziadków którzy są lekko po 60tce. dopiero. Ale, jak patrzę na swoich rodziców to widze, że oni własnie w okolicach tych 60 lat zdecydowanie lepiej czują się w roli dziadków, cieszą się wnukami, mają dla nich więcej cierpliwości, są prawdziwymi dziadkami i tak sobie wyobrażam, że jak ja będę zbliżać się do 60 lat to moje Maluchy będą pewnie w tym czasie zakładać rodziny i wtedy ja zostanę dla ich dzieci babcią i będę się tym szalenie cieszyć. Czas oczywiście pokaże. Bo nie ma na to reguły, ale tak jak słusznie zauważyłaś, 60 parę lat to dość dużo na macierzyństwo/ojcostwo, ale jakże krzywdzące to jest, że to wytyka się tylko kobietom, a podstarzałym facetom przyklaskuje, dokładnie tak jak to opisałaś. Z drugiej strony, czy dla takiego późnego rodzicielstwa to tylko minusem jest to, ze te dzieci są skazane w dużym stopniu na niedołęstwo swoich rodziców, na zbyt wczesne sieroctwo? Myślę, że plusy też by się znalazły, choćby doswiadczenie życiowe rodziców, jakaś może stabilna sytuacja zawodowa, finansowa - mieli na to większość życia przecież, aby to wszystko zgromadzić, może już nie muszą pracować i zamartwiac się komu podrzućić dziecko na czas przeziębienia, co zrobić jak się nie dostanie do żłobka itd Dokładnie problemy z jakimi borykają się bardzo młodzi rodzice, często będący jeszcze na dorobku, lub uczący się jeszcze, zrzucając, czesto odpowiedzialność finansową i nie tylko na dziadków - takie mocno starszych rodziców nie dotyczą zapewne. Może nie trzeba aż tak tego demonizować. Ale po coś ta natura za nas decyduje do kiedy te dzieci rodzić możemy, więc coś w tym jest, szkoda, że nie zrobiła tego przy mężczyznach.. Jak we wszystkim trzeba pewnie wypośrodkowac i unikać skrajności, ani za wcześnie, ani zbyt późno. Najwięcej plusów w moim odczuciu jest dla wieku między 30 a 45 rokiem życia na zostanie rodzicem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moj syn urodzil sie jak mialam 31 lat. Troche za wczesnie - widze to dopiero teraz - a byl zaplanowany, oczekiwany z wielka niecierpliwoscia. Za chwile skoncze 42 lata i wokol mnie wilu pyta czy nie chce drugiego? Moze i tak choc jeszcze nie wiem. Dopoki biologicznie mozemy miec dopoty, wedlug religii monoteistycznych, miec je powinnismy. Dzieje sie jednak inaczej choc coraz wiecej rodzi sie dzieci chcianych, zaplanowancyh i w odpowiednich dla rodzicow momentach. Jest to z pewnoscia i postep i skaza, ale to na inna dyskusje. We Francji uwaza sie, ze do 45 roku zycia przy dobrym zdrowiu, nie ma najmniejszego problemu... Badania jednak pokazuja, ze dzieci urodzone przez bardzo mlodych i niewyksztalconych rodzicow staja sie czesciej niz inne ofiarami: biedy i przemocy doroslych...

    OdpowiedzUsuń
  6. Odwiedzam koleżanki ze starego bloga ;)
    Serdecznie pozdrawiamy razem z Alkiem :)
    Buziaki
    www.kolorowe-usta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń