czwartek, 13 sierpnia 2015

migawki z wakacji - Naleśnik Gigant



Naleśnik Gigant z jagodami to must have bieszczadzkiego urlopu.
Certyfikowani jako Bieszczadzki Produkt Lokalny i objęty ochroną Prawną w Urzędzie Patentowym wcale naleśnikiem nie jest. To rodzaj puchatego racucha smażonego w głębokim tłuszczu, słodzonego miodem. Jest przepyszny! W zamierzchłych czasach spotkać można go było jedynie w schronisku pod Małą Rawką. Z tego co wiem kucharz wpadł na jego recepturę przypadkiem, wszystkim zasmakowało i szybko stal się sławny. Mój maż jest jeszcze ze starej gwardii turystów, którzy jedli go właśnie tam w zamian za kubek uzbieranych borówek (jestem z Krakowa;-) Później w wyniku różnych przetasowań dzierżawa schroniska przeszła w inne miejsce, a kucharz przeniósł się do Chaty Wędrowca w Wetlinie. Wystąpił o ochronę prawną i zjeść można go wyłącznie tam. Zdaje sobie sprawę, że Chata Wędrowca to miejsce wyjątkowo komercyjne i tanio tam nie jest oraz nie licuje z wizerunkiem prawdziwego górskiego łazika, ale powiadam wam, dla tego jednego dania warto :-) Jako anegdotę opowiem Wam jak jadłam go po raz pierwszy. W 2009 r. w sierpniu z M wybraliśmy się w Bieszczady. M opowiedział mi o naleśniku i wiedziałam, że koniecznie chcę go spróbować, że bez tego nie wrócę do Krakowa. Po drodze zwiedzaliśmy parę miejsc i przewodnik w jednym z nich zaklinał się, że dalej jest serwowany w schronisku pod Mała Rawką, choć pojawił się również w Chacie Wędrowca. Uwierzyliśmy mu. Mieszkaliśmy w Wetlinie i mieliśmy ją pod nosem, ale pod wpływem legend o nim uparłam się, że skosztuję go właśnie tam skąd się wywodzi. M solidarnie ze mną też czekał choć ślinka mu ciekła na samo wspomnienie tych pyszności, bo akurat tak się złożyło, że do schroniska dotarliśmy ostatniego dnia naszego urlopu. Pamiętam, że był to bardzo upalny dzień i ledwo się tam dowlokłam, zmęczona i bardzo bardzo głodna ale szczęśliwa, że oto teraz zaraz czeka mnie nagroda. Na miejscu okazało się, że owszem są naleśniki, ale takiego zwykłe, tradycyjne, bo naleśnik gigant przeniósł się całkowicie do Chaty Wędrowca. Dopiero wieczorem po zejściu ze szlaku go skosztowałam. To dla nas kultowa potrawa.





2 komentarze:

  1. Uwielbiam takie potrawy. Wszelkie nalesniki, placki, placuszki i racuchy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest niehumanitarne tak smak zrobić...

    OdpowiedzUsuń