sobota, 12 grudnia 2015

Kilka miesięcy ciszy na blogu. Od tego wpisu minął już prawie rok. Choć do kolejnego Sylwestra zostało jeszcze trochę czuję, że czas na podsumowania.
To był trudny rok. To prawda. Jednak przede wszystkim wiele mnie on nauczył i zmienił.
Całe lato zamieszczałam w zasadzie tylko wpisy z urlopu przygotowane tuż po nim na początku lipca. Prawie nic na bieżąco, bo to był dla mnie taki czas, kiedy lepiej siedzieć cicho i za wiele nie opowiadać, bo łzy same płyną ciurkiem, a życie boli. Nie chcę do tego wracać. Wyszliśmy z tego zmęczeni, poturbowani, ale silniejsi. Daleko nam do rzygania tęczą, ale te najtrudniejsze sprawy, te które najbardziej dzielą i bolą zostały przegadane i jeśli nie naprostowane to przynajmniej na dobrej drodze ku temu. Na pewno dużo bardziej doceniam M.
Mam nadzieję, że już się tak nie pogubimy, również dlatego, że zaczęłam bardziej doceniać relację, którą M ma z naszymi synami. Że jest dla nich naprawdę fajnym tatą.
Przed nami niełatwy czas, przede wszystkim finansowo. Jeśli myśleliśmy, że zaciskamy pasa i żyjemy z dnia na dzień to chyba dopiero w przyszłym roku dotrze to do nas tak naprawdę. Liczę, że te parę miesięcy rozmów takich do bólu szczerych pozwoli nam ten czas przetrwać w dobrej kondycji psychicznej.
Ten rok nauczył mnie, że nic w życiu nie jest stałe. Niby banalne prawda? Pojawiły się nowe, bliskie, fajne osoby. Inne jednak odeszły. Jakiś czas temu odeszła bliska mi osoba. Powodów jest wiele i ogrom mojej winy i czas pokaże, czy będziemy mieć jeszcze w przyszłości jakikolwiek kontakt, czy jedynie nasza relacja się zmieni. Na pewno coś się bezpowrotnie skończyło. Boli, ale nie tak bardzo jak sądziłam, że będzie boleć i nie w taki sposób jak mogłabym przypuszczać (co w sumie jest dla mnie niemałym zaskoczeniem), po części dlatego, że przedefiniowałam na nowo priorytety i przemyślałam swoje granice. Myślę, że tak po prostu musiało się stać.
Wiem, że to wszystko dość chaotycznie brzmi.
Wiele razy dostałam po głowie za szczerość i w wirtualu i w realu. Trudno. Myślałam o tym i wiem, że pisanie inaczej niż szczerze nie ma dla mnie sensu. Blog będący fotoreportażem z kolejnych weekendów zaczął mnie nudzić i męczyć, stad coraz rzadsze wpisy i dłuższa przerwa.  Dlatego będzie szczerze o tym co czuję w danym momencie.
Dziś czuję: wdzięczność i zmęczenie.

4 komentarze:

  1. Fotoreportaże z weekendów to nie blog, to co pisze się od serca i szczerze to jest prawdziwy blog !
    www.kolorowe-usta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, o co chodziło u Was, ale bardzo bliskie mi to co piszesz- niemal wszystko, łącznie z blogiem. Tyle, że... u nas rozmów takich szczerych, od serca, nie ma już dawno. Jest... udawanie, że nie ma problemu, i żyjemy dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. hej, Nessie, dobrze Cie znowu widziec w sieci

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie z tymi blogami tak jest : powinno się pisać wszystko co na duszy leży, ale często jest tak, że przemilczymy prawdę i w ostateczności piszemy o głupotach dnia powszedniego albo zamykamy bloga dla szerszej publiczności.
    Mam nadzieję, że wychodzicie na prostą.
    Pozdrawiam
    marucia

    OdpowiedzUsuń