poniedziałek, 14 grudnia 2015

Na razie walczymy z wrednym wirusem. Walczy Piotrek, walczę (chyba) ja i miejmy nadzieję, że resztę rodziny ominie. Straszne dziadostwo. Najpierw przez jedną dobę wymioty, potem osłabienie - myślałam, że zwykłe zatrucie lub lajtowy rota. Sobota zupełnie normalnie, a od niedzieli mega osłabienie i gorączka. Osłuch OK, gardło OK, uszy OK, mocz OK, a Piotr cały czas praktycznie śpi budząc się na szczęście na picie i małe przekąski. Narzeka jedynie na ból głowy. Niestety ominą go jasełka w przedszkolu :-(
My zaś rodzicielski standardzik, czyli urlopy, opieki i lawirowanie tak by i dzieci w domu same nie zostały i pracy nie zawalić. Ja jestem słaba jak kot, ale ponieważ L4 od dzieci nie istnieje staram się nie zwracać na to uwagi i funkcjonować normalnie ;-) I oby to dziadostwo się od nas odczepiło do Świąt!!!!!!!!!!!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz