środa, 17 lutego 2016

bo ja wolę starsze dzieci



Niedawno w necie natknęłam się na artykuł, który z powodzeniem mogę odnieść do mnie.KLIK

Kocham moje dzieci, ale często czuję się znużona, przytłoczona tym najwcześniejszym etapem macierzyństwa. Zdecydowanie bliżej mi do tej drugiej mamy, która wypowiada się w artykule.  Mówiąc wprost dużo lepiej odnajduję się w roli mamy przedszkolaka, dziecka, z którym mogę porozumieć się werbalnie, dziecka, które nie wymaga już tylu zabiegów pielęgnacyjnych, jest już trochę samodzielne. No niestety tak mam. Nie jestem typem kobiety, która rozczula się nad małymi łapkami i z lubością spędza godziny na przytulaniu się z maluchem czy tarzaniu się z nim po podłodze.  Zabawy z małymi dziećmi są nudne. Co nie oznacza, ze tego nie robiłam i nie robię. Owszem, ale na dłuższą metę mnie to nuży i nudzi.  Być może ma to związek z faktem, że moje dzieci późno zaczynały mówić. Piotrek na serio rozkręcił się gdy miał już dwa i pół roku, Tomek ma 2 lata i 4 miesiące i mówić zaczyna, ale to dopiero początki. Pamiętam jak odetchnęłam gdy Piotr skończył 3 lata i zrobiło się …naprawdę fajnie J  Dla mnie. Ciekawie, mniej męcząco fizycznie. Pamiętam i nie ukrywam, że czekam aż Tomek też dojdzie do tego wieku. Nie ukrywam, że jestem zmęczona pieluchami, wózkami, buntami dwulatka (tak wiem, są kolejne skoki i już kilka przeszliśmy z Piotrkiem jednak upieram się, że z tymi kolejnymi łatwiej i lepiej sobie oboje radzimy). Kończy się zima. Szósta z rzędu gdy w domu jest małe dziecko. Sześć sezonów wciskania zimowych butów lub kombinezonów, kombinowania gdzie znaleźć ciepłe miejsce na spacerze by zmienić pieluchę z grubszą sprawa, jazdy wózkiem po śniegu czy błocie. Nie lubię i koniec. A za rok – za rok będzie już pięknie. W domu 6-cio i 3-latek, taki z którym można normalnie porozmawiać, wytłumaczyć pewne sprawy, którego nie trzeba podnosić. Jestem zmęczona. Jestem pierońsko fizycznie i psychicznie zmęczona po tych prawie 6 latach  - nie lubię tego słowa – odchowywania maluchów. Oczywiście wiem, że im dalej w las tym więcej tematów, przedsmak mieliśmy już przy okazji debat na temat zerówki lub szkoły dla Piotra ale mimo wszystko nie czuję żalu, że ten etap życia już prawie za mną. Czuję dumę i satysfakcję, że dałam radę i moim zdaniem całkiem dobrze dałam radę mimo, że nie jestem do tego stworzona. Jestem dumna patrząc na to jakim świetnym pięciolatkiem jest mój starszy syn i wiem, że już niebawem będę miała w domu kolejnego super przedszkolaka.
 Trzeciego dziecka nie będzie na pewno, czuję, że nasza rodzina jest absolutnie pełna i wiem, po prostu wiem, że nie dałabym rady dobrze wypełnić roli mamy trzeciego malucha. Czuję, że jadę resztką sił na rezerwie i potrzebuję psychicznego oddechu a taki łapię przy starszych dzieciakach. No może gdybym miała ze dwie nianie, panią do sprzątania i kucharkę… Żartuję. Nie absolutnie nie.
W kolejnym poście mam zamiar z perspektywy tych 2 lat i 4 miesięcy podwójnego mamowania opisać jakie są plusy i minusy takiej różnicy wieku jaka jest między moimi synami, wszystko w kontekście tego, że jestem typem „cognitive phase mother”.

2 komentarze:

  1. a ja sie ciesze, ze Cati nadal kocha wiaczorne przytulanki, turlanki, laskotki, moglabym ja trzymac w ramionach i mietolic godzinami, tak jak to robilam gdy byla malutka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kompletnie nie o to chodzi:-) Piotr tez lubi wieczorne przytulanie, oboje lubimy. Przytulanie w ciagu dnia tez. Po prostu starsze dzieci sa dla mnie sto razy bardziej interesujace.

      Usuń